Kolejna katastrofa – tym razem w Nepalu i Tybecie – jest nadal sprowadzana do wyimaginowanych naturalnych czynników

W obliczu obecnej katastrofy w Nepalu i Tybecie mało kto zastanawia się dlaczego taka ogromna masa lodu oderwała się ze szczytu w Himalajach. Cały czas od co najmniej drugiej połowy XIX wieku ogrzewamy atmosferę, ale wielu ludzi jakimś trafem omija główną przyczynę.

Generalnie media są zawsze w gorącej wodzie kąpane. Ogłosili wpierw światu nieprawdę z trzęsieniem ziemi. I owszem, sama Amerykańska Służba Geologiczna (ang. United States Geological Survey – USGS), działająca już od 1879 roku, zaklasyfikował zarejestrowany sygnał jako trzęsienie ziemi o magnitudzie 4,4. Po dokładniejszej analizie danych sejsmicznych i satelitarnych klasyfikację zmieniono: był to sygnał wygenerowany przez kolaps lodowcowy, odpowiadający energii trzęsienia o magnitudzie 5,2.”

Nepal-Tybet-powódź-lód-skała-lawina-USGS-osuwisko-sierpień-2026-powietrzne

Fot. Zdjęcie po tragicznej w skutkach katastrofie na granicy Nepalu i Tybetu, spowodowanej gigantyczną lawiną błotno-skalną zmienioną potem w błyskawiczną powódź z falą dochodzącą do wysokości 9 metrów. Źródło: Reuters / CC BY-SA 4.0

Co się tak naprawdę stało i jaka była tego główna przyczyna?

No właśnie. Tu ludzie w większości – oprócz naukowców badających klimat i może oprócz małej grupki pasjonatów nauki – myślą, że to wszystko dzieje się naturalnie. I owszem działoby się naturalnie, gdyby to był sejsmiczny wstrząs tektoniczny, ale to był wstrząs wygenerowany przez osuwisko/kolaps lodowo-skalny, nie mający związku z litosferą planety.

Tak jednak nie było, co wykazała analiza danych sejsmicznych i obrazów satelitarnych prowadzona przez USGS. Ta placówka badawcza ma swoje centrum w Reston w stanie Wirginia w USA.

To był potężny kolaps gigantycznej bryły lodu, która runęła w dół do wąskiej doliny, a potem na wioski:. domy, drogi, mosty i zapory wodne. Siła uderzenia była tak ogromna, że mogłoby się wydawać, że się ziemia zatrząsnęła. Tak jednak nie było.

Bryła lodu zmieniła się w lawinę błotno-skalną, a wraz z topniejącym śniegiem i lodem oraz wodą zgromadzoną w dolinie przekształciła się w błyskawiczną powódź.

Tak jednak nie było, gdy ogromna bryła lodu już zderzyła się z ziemią i runęła w dół, zaczęła zbierać z sobą gruz skalny, błoto, lód i śnieg, który zaczął topnieć. Konkretnie na zboczu lodowym, peryglacjalnym, uformowała się początkowo lawina, która w wąskiej dolinie górskiej potoczyła się od górnego biegu rzeki Lhende Khola, dopływie Bhote Khosi, a także Trishuli na granicy Nepalu z Tybetem.

Na podstawie obserwacji satelitarnych Międzynarodowe Centrum Zintegrowanego Rozwoju Gór (ICIMOD) podaje, że ta rzeka, płynąc w wąskiej dolinie spiętrzyła szeroką lawinę w jej dolnym biegu, co tylko pod wpływem gigantycznego ciśnienia spiętrzyło lawinę błota i skał, a to z kolei spowodowało jeszcze szybsze i potężniejsze uformowanie lawiny. W cieplejszej dolinie lawina szybko zmieniała się w ogromną błyskawiczną powódź, podnoszącą poziom rzeki Trishuli nawet o około 9 metrów w ciągu około pół godziny. I to zapewne doprowadziło do rozerwania tamy i z jeszcze większym impetem już jako wodna katastrofa, ale zmieszana z topniejącym lodem, gruzem skalnym i błotem, potoczyła się w kierunku wiosek nepalskich.

 

Nepal-Tybet-powódź-lód-skała-lawina-usgs-osuwisko-sierpień-2026-GLOF

Rys. Schematyczna ilustracja pokazująca jak mogło dojść do tragedii na granicy Nepalu i Tybetu. Źródło. Colluci / CC BY-SA 4.0

Co się okazało, gdy ruszyła lawina w dół po zboczu?

Okazało się, że po runięciu bryły lodowo-skalnej w dół początkowa lawina ruszyła po zboczu w dół, to wraz z cieplejszymi niższymi partiami gór rozpędzone bryły lodu lodowcowego i skał zaczęły pękać i kruszyć się się, niosąc z sobą topniejący śnieg i błoto. I w wąskim miejscu doliny ten lód, skały oraz błoto zatamowały ją, a woda z rzeki Lhende Khola utworzyła tymczasowe jezioro zaporowe spiętrzone materiał lawiny. Woda z niego zaczęła przez tą sztuczną tamę składającą z gruzu skalnego, błota i lodu lodowcowego, w końcu przesiąkać przez jej szczeliny, a następnie przelewać się, co też przyspieszało erozję wodno-lodowcową. Dalej piętrząca się woda z lodem, osadami rzek oraz z ich brzegów doprowadziła wpierw do częściowego, a potem prawdopodobnie do całkowitego przerwania tej naturalnej tamy.

Podobne zdarzenie glacjologiczne naukowcy nazywają GLOF. jest to skrót od Glacial Lake Outburst Flood (powódź z wybuchu jeziora lodowcowego). Jednak to raczej nie ten czynnik glacjologiczny zadziałał.

– Po zejściu lawiny mogło powstać jezioro, ale byłoby to tymczasowe jezioro zaporowe powstałe w wyniku osuwiska. Jego zapadnięcie się spowodowałoby powódź, ale nie GLOF w ścisłym glacjologicznym sensie. Małe jezioro supraglacjalne lub peryferyjne mogło dostarczyć wodę, ale do jego uwidocznienia potrzebne będą zdjęcia o wysokiej rozdzielczości – pisze na łamach Severe Weather Europe Renato R. Colluci, starszy naukowiec badawczy we włoskim Instytucie Nauk Polarnych (CNR).

Istnieje bardzo duże prawdopodobieństwo, że to globalne ocieplenie

Colluci również wyraźnie nakreśla obraz, że to my jesteśmy sprawcami. Zapewne niedługo pojawi się z kilka pełnych raportów naukowych, w tym z World Weather Attribution, instytucji zajmującej się atrybucją zmian klimatu, i będzie wiadomo coś więcej na temat tej strasznej katastrofy.

Himalaje Hindukuszu szybko się ocieplają, a ich lodowce tracą masę. Cofanie się lodowców odsłania strome, spękane ściany dolin, wcześniej podtrzymywane przez lód. Przerzedzenie lodowca zmienia naprężenia wewnętrzne i może powodować odrywanie się wiszących lub marginalnych brył lodowych. Na dużych wysokościach degradacja wiecznej zmarzliny górskiej może osłabiać wypełnione lodem spękania skalne, a zwiększony poziom wody roztopowej zmienia temperaturę i ciśnienie wody w lodowcach i podłożu skalnym – ponownie stwierdza Renato R. Colluci

Nie ulega wątpliwości, że w obliczu tej okropnej tragedii, która spotkała Nepalczyków i Tybetańczyków, ale też wielu ludzi zza granicy, w tym sporą część turystów, głównie z Europy i Ameryki Północnej, globalne ocieplenie zwiększa podatność wysokogórskiego środowiska na tego typu destabilizację. Czy jednak było ono bezpośrednią przyczyną tego konkretnego kolapsu, pokażą dopiero dalsze badania.

Widzimy liczby. Tak to straszne, setki ofiar w ludziach i ponad tysiąc zaginionych. Ale wciąż patrzymy na każde takie koszmarne zjawisko przez pryzmat naturalności. A nie zawsze za tym stoi przyroda, tylko coraz częściej człowiek.

Świat nienaukowy jest nadal głuchy na to, że to nie żadne naturalne czynniki, tylko wywołane przez ludzkość

Lata ignorancji nauki przez polityków, media i społeczeństwo niesie z sobą coraz więcej zagrożeń, o których nikomu się jeszcze nie śniło.
Świat się nadal ogrzewa. Ludzie mocno uzależnieni od szkodliwego ekonomicznie i środowiskowo trendu ciągłego wzrostu gospodarczego, którego początki sięgają XVIII-wiecznej rewolucji przemysłowej, nadal są również silnie uzależnieni od szkodliwych ekonomicznie, środowiskowo, zdrowotnie i klimatycznie paliw kopalnych.. A lodowce topniejące w górach, czy nawet w regionach polarnych Grenlandii czy Antarktydy, są słabo zakorzenione w ich świadomości. Niektórzy nawet irracjonalnie zaprzeczają temu.

Tymczasem w wyniku antropogenicznych emisji gazów cieplarnianych troposfera, czyli dolna atmosfera, także na wysokości szczytów górskich, coraz bardziej ogrzewa się, a stratosfera coraz bardziej ochładza. Wszystkie te pomiary obserwują satelity co najmniej od połowy lat 90.
O tym mówią głównie naukowcy. Media w większości nie przedstawiają to jako długofalowego problemu ludzkości i niszczenia przyrody. Dalej na takie zdarzenia patrzy się przez pryzmat katastrof. Może już nikt nie demonstruje tego, że te katastrofy niby naturalne są, ale też nie podkreśla tego, że są antropogeniczne.

Antropogeniczne ocieplenie zmienia warunki, w których powstają i rozwijają się zagrożenia glacjalne: przyspiesza utratę masy lodowców, degradację wieloletniej zmarzliny, powstawanie i powiększanie jezior lodowcowych oraz destabilizację części wysokogórskich stoków.
Ocieplamy świat od co najmniej połowy XIX wieku w regularny sposób. Potrafimy już rozumieć, że fale upałów czy susze przeważnie mają związek z antropogenicznym ociepleniem klimatu, ale bardzo słabo jeszcze kojarzymy pożary czy lawiny lub powodzie. W pierwszym przypadku trwa mit, że to są tylko podpalenia, a w drugim panuje mit, że to są tylko zdarzenia naturalne. Niestety nie.

nepal-tibet-flood-ice-rock-avalanche-usgs-landslide-august-2026-trend-temperature

Rys. Anomalia temperatury w sierpniu w tym obszarze od 1940 r. w porównaniu do średniej z lat 1991–2020. Źródło: Berardelli J. / CC BY 4.0

Temperatura globalna planety rośnie też na wysokości oblodzonych szczytów górskich

Co najmniej w 1995 r. średnia globalna temperatura powierzchni Ziemi była wyższa o ok. 0,4°C w stosunku do umownego okresu bazowego 1850–1900. W 2025 r. było to już około 1,4°C w stosunku do tego samego okresu bazowego 1850–1900. Czyli ponad trzy razy więcej.

Tak logicznie pomyśleć. Skoro troposfera się ogrzewa, a stratosfera ochładza, to coś musi w tym być, że rosnąca temperatura na wysokości szczytów górskich z gigantycznymi bryłami lodowymi może doprowadzić wcześniej czy później do katastrofy i nieszczęścia. A zwlekanie z redukcją antropogenicznych emisji gazów cieplarnianych tylko zwiększa prawdopodobieństwo częstości, intensywności, wielkości i długotrwałości tych niebezpiecznych zdarzeń lodowych.

Referencje:

Colluci R. R. ; 2026 ; Catastrophic Nepal-Tibet Outburst Flood Caused by Ice-Rock Avalanche, USGS Confirms Landslide Seismic Signal ; Severe Weather Europe ; https://www.severe-weather.eu/global-weather/nepal-tibet-flood-ice-rock-avalanche-usgs-landslide-august-2026-rrc/

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Scroll to Top