Zmniejszanie się amplitudy temperatur pomiędzy biegunem północnym a równikiem

Od około początku tejże dekady naukowcy spostrzegli coś osobliwego w naszej pogodzie czy też już w naszym klimacie. Wraz z postępującym wzrostem średniej temperatury nad lądami i oceanami tuż przy powierzchni naszej planety, zwłaszcza nad obszarami polarnymi Arktyki, wysoko w stratosferze na wysokości 6-12 km polarny prąd strumieniowy, zwany też z angielskiego jet streamem, z roku na rok spowalnia swój bieg z kierunku zachodniego ku wschodniemu w charakterystyczny sposób silnie meandrując.

 
Meandry w atmosferze przynoszą z sobą bardzo często mroźne powietrze z północy arktycznej daleko na południowe niskie szerokości geograficzne, a także na odwrót, upalne powietrze z południa na północ aż pod biegun północny. Takie zdarzenie meteorologiczne mieliśmy chociażby w Europie i w Ameryce Północnej w drugiej połowie zimy 2017/18. Na biegunie północnym było wówczas cieplej niż na wspomnianych niższych szerokościach geograficznych.
 
Spowalniający i meandrujący jet stream polarny przynosi też z sobą znaczne zaburzenie rozkładu temperatur. Ich amplituda pomiędzy biegunem północnym a równikiem zmniejsza się z roku na rok, a przynajmniej z 5-lecia na 5-lecie coraz wyraźniej. Ten trend przez naukowców został zaobserwowany niedawno. Zaburzenie amplitudalne pomiędzy obszarami polarnymi Arktyki a tropikalnymi okołorównikowymi może wpłynąć silnie zarówno na duży globalny cykl hydrologiczny, jak i na komórki atmosferyczne: Hadleya, Ferrela i Polarną.
 
A co to oznacza?! Już dziś obserwujemy, że obszary pustynne zwrotnikowe przesuwają się daleko na północ ku rejonom śródziemnomorskim, a nawet ku wysuniętym daleko na południe bardziej suchym, kontynentalnym obszarom klimatu umiarkowanego. Tak. To się już dzieje. Strefy klimatyczne przesuwają się z południa na północ.
 
Ale co to będzie, gdy między obszarami polarnymi a tropikalnymi różnica regionalnych temperatur zamiast wynosić 50-70 st.C zacznie wynosić tylko 20-40 st.C? A może i mniej. To wszystko może wpłynąć zaburzająco na cyrkulacje atmosferyczne i oceaniczne. Już w tej chwili naukowcy obserwują w każdym zakątku Ziemi trend taki, że tam gdzie jest sucho i są rzadkie opady deszczu, będzie jeszcze bardziej sucho i będzie jeszcze mniej opadów, a tam gdzie jest wilgotno i są częste opady, będzie jeszcze bardziej wilgotno i będzie jeszcze więcej opadów. Zaburzenia tego typu poważne następstwa będą miały gdy w dramatyczny sposób skurczą się lodowce górskie, zwłaszcza z Himalajów i Andów, które z roku na rok zmniejszają dostawy wody dla ludności, w szczególności pitnej.
 
Coraz silniej meandrujący polarny prąd strumieniowy półkuli północnej oraz zmniejszająca się amplituda temperatur pomiędzy obszarami tropikalnymi a polarnymi na tej samej półkuli są wyraźnymi sygnałami wraz z postępującą globalną temperaturą napędzaną przez rosnące koncentracje gazów cieplarnianych, że ekstremalne zdarzenia pogodowe jak susze i powodzie będą coraz silniejsze w coraz cieplejszym świecie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *