Holocen w oczach negacjonisty klimatycznego

Świetny artykuł serwisu Nauka o klimacie obalający błędne tezy profesora geologii Leszka Marksa na temat holocenu, w którym:
Po pierwsze, holoceńskie zdarzenia Dansgaarda-Oeschgera i Bonda uznał jako jakieś cykliczne globalne ocieplenia, a to jest błędny tok myślenia, ponieważ ocieplenie oceanów na półkuli północnej powoduje automatycznie ochłodzenie ich na półkuli południowej. I na odwrót, ochłodzenie oceanów na półkuli północnej powoduje ocieplenie ich na półkuli południowej.

Rys.1 Anomalie temperatury na podstawie rdzeni lodowych z antarktycznej stacji Vostok (niebieska linia) i temperatury na podstawie rdzeni lodowych z Grenlandii (czerwona linia). Na żółto zaznaczono wydarzenia Bonda. Wykres za Skeptical Science, dane z Antarktydy (Petit i in., 1999) znaleźć można na stronie CDIAC, dane z Grenlandii (eksperyment GIPS2, Alley, 2000) na stronie NOAA.

I wszystko na to wskazuje, że to atlantycka południkowa cyrkulacja wymienna (AMOC) jest głównym mechanizmem w pewnych fluktuacyjnych okresach czasu zawracania ciepłych prądów morskich z północy na południe, i na odwrót. Ma to jednak przede wszystkim związek z wysładzaniem wód północnoatlantyckich, wyhamowania mechanizmu Północnoatlantyckie Wody Głębinowe (NADW).
Słone wody z niskich szerokości geograficznych przemieszczając się wraz z Prądem Zatokowym i dalej Północnoatlantyckim, z jednej strony część z nich na południe od Grenlandii zatapiała się dynamicznie i zawracała dalej na półkulę południową, ale już w głębinach i przy dnach oceanicznych przemieszczała się dalej na pozostałe oceany w tzw. cyrkulacji termohalinowej, a z drugiej strony, część z nich płynęła na powierzchni Prądem Północnoatlantyckim silnie nagrzewając Europę i Arktykę, co najmniej do koła podbiegunowego.
Jednak wysładzanie północnego Atlantyku przez topnienie pokrywy lodowej Grenlandii, skąd ogromne ilości lodu spływają do oceanu, może odwrócić ten proces. i raczej będziemy mieli do czynienia ze zdarzeniem Heinricha, a nie ze zdarzeniem Bonda czy Dansgaarda-Oeschgera. No i faktycznie możliwe, że co najmniej na początku XXII w. naukowcy zaobserwują przemieszczanie się energii cieplnej z półkuli północnej na południową. A może jeszcze wcześniej. A to spowoduje zimą znaczne ochłodzenie regionalne Europy, a latem mimo wszystko większe ocieplenie niż dziś.
Rys.2 Zmiany temperatury powierzchni Ziemi w ostatnich 11,5 tys. lat. (Marcott 2013). A gdyby tak pominąć ostatnie 100 lat..?
—-
Po drugie, w opisie holocenu uwzględnił tylko spadek ocieplenia planety z powodu wymuszenia orbitalnego (tzw. cykle Milankovitcha) w ciągu ok. 5 tys. lat, zupełnie ignorując antropogeniczne wymuszenie, ocieplenie od początków rewolucji przemysłowej, od 1850 r. do dziś. I przede wszystkim to, że obecne ocieplenie od ok. 170 lat jest z powodu rosnącego stężenia gazów cieplarnianych w atmosferze, z 280 do 410 ppm, przyczyniającego się, od tamtego czasu, również do wzrostu średniej temperatury powierzchni Ziemi o ok. 1 stopień Celsjusza.
Rys.3 Zmiany stężenia CO2 w atmosferze w ostatnich 10 tys. lat. Bezpośrednie pomiary współczesne pokazane w kolorze czerwonym, pomiary z rdzeni lodowych pokazane w innych kolorach (różne kolory oznaczają różne badania). Prawa oś pokazuje odpowiadające danemu stężeniu CO2 zmiany wymuszania radiacyjnego. (IPCC 2007, rys. 2.3).
—–
Ale profesor Marks chyba nie uznaje wyników badań podawanych przez NASA, NOAA, WMO czy IPCC.
Po trzecie, Marks wydłubał wisienkę z tortu pokazując wykres w swoim artykule serwisu Jedna Ziemia, który nie przedstawił uczciwie średniej temperatury powierzchni Ziemi 2 m n.p.m, ale temperaturę na wysokości kilku kilometrów w troposferze z satelitów, z serii pomiarów RSS, w których idealnie od wyjątkowo ciepłego 1998 roku, także przy powierzchni Ziemi, nie tylko wysoko w troposferze, na wykresie RSS do 2009 r. była coraz niższa temperatura. Zapewne 2010 r., który był już wyraźnie cieplejszy przy powierzchni Ziemi, również pobił 1998 r. wysoko w troposferze. Ale cóż, geolog Marks to skrzętnie ukrył przed opinią publiczną wprowadzając ją w błąd, że od 1998 r. do 2009 r. klimat się ochładzał, a nie ocieplał. A największą parodią jest, że dopiero od tamtej pory uznał istnienie antropogenicznego ocieplenia, ale i tak były rzekomo słabsze od ochładzających czynników naturalnych.
I owszem czynniki ochładzające były dość silne, gdy wyjątkowo w pierwszej dekadzie do 2010 r. silniejsza była chłodna La Nina od ciepłego El Nino. To był czynnik naturalny. Ale i też nastąpił bardzo gwałtowny rozwój industrialny dwóch najludniejszych krajów świat: Chin i Indii, które oprócz gazów cieplarnianych do atmosfery wyemitowały gigantyczne ilości siarczanów, które mają tendencje do bardzo silnego odbijanie promieni słonecznych. I to był czynnik antropogeniczny schładzający Ziemie, ale koncentracja gazów cieplarnianych nieubłaganie rosła i wciąż rośnie, a wraz z nią fluktuacyjnie wspina się do góry, z dekady na dekadę, również średnia temperatura powierzchni Ziemi.
Po czwarte, to już klasyczny mit, ulubiony przez denialistów klimatycznych. Na temat rzekomo cieplejszego okresu w średniowieczu od współczesnego, w którym było już rzekomo globalne ocieplenie. Marks pisze, że Ziemia była w okresie 900-1400 r. n.e. cieplejszy o 0,5-1,0 stopień Celsjusza niż w 2014 r., gdy pisał swój artykuł w serwisie Jedna Ziemia.
Dziś już wiemy, że wszystko możliwe, że rejon na południe Grenlandii i na północnym Atlantyku był być w średniowieczy być może cieplejszy niż w latach 90 XX w. Jednak cały XX w. był już cieplejszy niż okres 900-1400 r. n.e. podany przez Marksa.
—————

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *