Co siedzi w głowie Trumpa?

Co siedzi w głowie Trumpa?

Cały świat, nawet Polska, wzięły udział w ważnym wydarzeniu historycznym jakim jest podpisanie Umowy Paryskiej. Stany Zjednoczone były w niej, ale z decyzji Trumpa się wycofały.

Co chce przez to udowodnić światu Donald Trump? Że jest lepszy i mądrzejszy? Wątpliwa sprawa. Po raz drugi Amerykanie wybrali zło. W 2000 r. o mały włos prezydentem zostałby Al Gore, wiceprezydent za kadencji Billa Clintona. Zasłynął on pełnym zaangażowaniem w sprawy zmian klimatu. Napisał 10 lat temu słynną książkę „Niewygodna Prawda”, dzięki której uzyskał światowy rozgłos. Powstał też film pod tym samym tytułem. Al Gore razem z IPCC dostał pokojową nagrodę Nobla w ochronie klimatu.

Sprawa książki Ala Gore’a doznała ogromnego rozgłosu, ale niestety była to pożywka dla tzw. denialistów, czyli dla ludzi kwestionujących badania naukowe, że to my przyczyniamy się do ocieplenia klimatu. Ze strony przeciwników, w odpowiedzi było nakręcenie filmu „Globalne ocieplenie – wielkie oszustwo”.

Powstały dwa sprzeczne z sobą stanowiska negacjonistów. Tych, którzy opowiadają się za globalnym ochłodzeniem i tych, którzy uważają, że globalne ocieplenie jest, ale ma znamiona naturalne. I jedni i drudzy za każdym razem już co najmniej od czasu powstania IPCC w 1988 r. i opublikowania jego I Raportu o stanie klimatu na Ziemi w 1990 r., próbowali wiele razy podważyć prawdziwe badania naukowe fałszywymi teoriami zaprezentowanymi również przez naukowców, ale w pewnym sensie skorumpowanych przez silne do tej pory lobby węglowe, naftowe i gazowe oraz paliwowe i energetyczne.

Najsłynniejszymi naukowcami pracującymi w branży klimatologicznej, którzy próbowali podważyć teorię globalnego ocieplenia są do dziś Amerykanie: Roy Spencer i John Christy. Obaj pracujący dla NASA i zajmujący się badaniami satelitarnymi. Wprowadzili w błąd opinię ludzką, że przyrost temperatury na Ziemi nie był od lat 90 (od początku badań satelitarnych) taki duży. Co jak wiemy dziś, nie jest prawdą. Satelity nie mierzą dokładnie temperatury jak urządzenia naziemne (stacje meteorologiczne).

Mniej więcej w tym samym czasie duński geofizyk Eigil Friis-Christensen wysnuł hipotezę słoneczną. Według niego istniała ścisła korelacja pomiędzy cyklami aktywności słonecznej (przyrostem plam słonecznych), a wzrostem temperatury Ziemi. Ciekawe, że heliofizycy jednogłośnie stwierdzili, że od lat 60 aktywność Słońca spada. A więc, spada liczba plam na naszej gwieździe. Poza tym jak wytłumaczyć stałą słoneczną, która nie wzrasta, ale cyklicznie waha się pomiędzy 1361 a 1362 W/m2? Ocieplenie jest, ale aktywność Słońca spada, więc co może być powodem?

Negacjoniści wpadli w zakłopotanie jak przez całe lata 90 ich i pierwsze lata XXI w. teoria słoneczna waliła się w gruzy. W 2007 roku, w sukurs przyszła hipoteza duńskiego fizyka Henrika Svensmarka. Mówiła ona o tym, że cząstki promieniowania kosmicznego miałyby zdolność do zasiewania chmur, które by miały zdolność do odbijania promieni słonecznych w kosmos, a więc, następowałoby według Svensmarka ochłodzenie klimatu. Ich brak z kolei powodowałby ocieplenie. Jednak badania najnowsze pokazują, że mimo większego ocieplenia liczba cząstek galaktycznego promieniowania jeszcze bardziej wzrosła, ale nadal nic nie zwiastuje ochłodzenia klimatu.

Krytycy globalnego ocieplenia posunęli się nawet do kroków tak drastycznych jak kradzież korespondencji naukowej pomiędzy paleoklimatologami Philem Jonesem z CRU (Climatic Research Unit) z Uniwersytetu Wschodniej Anglii a Michaelem Mannem z Pennsylvania State University. A dokładniej byli to hakerzy rosyjscy, którzy na siłę chcieli udowodnić, że naukowcy oszukują ze wrostem temperatury. Ukrycie spadku przyrostu słojów drzewnych w technicznej analizie naukowców zostało sprowadzone do ukrycia spadku temperatury na świecie. I wydarzyło się to akurat przed Szczytem Klimatycznym w Kopenhadze. Niepotrzebne i krzywdzące procesy sądowe i do tego przedłużające się, na szczęście przyczyniły się do tego, że zostali oczyszczeni z zarzutów, zarówno Phil Jones, jak i Michael Mann.

Oto metody działania negacjonistów, którym gdy brakuje argumentów naukowych chwytają się niepoważnych teorii spiskowych. Tak niestety myśli jeszcze ogromna liczba ludzi, w tym polityków takich jak Trump.

A więc, co siedzi w głowie Trumpa, który wycofaniem USA z Porozumienia Paryskiego osłabił politykę klimatologiczną? Niedojrzałość intelektualna czy wolnorynkowy cynizm? A może jedno i drugie.

Oby NASA i NOAA jak na razie nie poddały się dyktatowi tego szalonego człowieka. To byłaby katastrofa dla globalnej nauki. A Amerykanie powinni jednogłośnie i z oburzeniem wymusić na swoim prezydencie powrót do Traktatu Paryskiego.

To smutne i przykre, że delegaci rządów z całego świata są teraz na Szczycie Klimatycznym w Bonn, a przedstawicieli USA nie ma. Musi to być bardzo bolesne dla co najmniej połowy Amerykanów, którzy głosowali za politykiem, który kontynuowałby politykę klimatologiczną zapoczątkowaną przez ustępującego z urzędu Barracka Obamę.

Czy muszą uderzyć naraz tak silne huragany jak Sandy, Andrew, Katrina, Harvey i Irma aby spustoszyć Biały Dom do tego stopnia by ten cyniczny prezydent przejrzał wreszcie na oczy i przyznał się do swojego fatalnego błędu?

http://unfccc.int/meetings/bonn_nov_2017/meeting/10084.php

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *