Wymieranie gatunków przyspieszone przez zmianę klimatu

Histeria katastroficzna nie prowadzi ludzi do głębszego pojmowania rzeczywistości jaka nas otacza. Ilu ludzi tak naprawdę jest przejętych tym, że kataklizm już się zaczął dla wielu gatunków, głównie powodowany przez zachłannych i egoistycznych ludzi ze sfery przemysłu, rolnictwa, urbanizacji. Widzimy tylko własną cywilizację. Nie widzimy już nic co jest poza cywilizacją. Ze strachu drżymy przed globalnym ociepleniem, ale głównie troszczymy się o siebie, a nie o inne gatunki.

Na Ziemi w tej chwili gdy piszę te słowa umiera jakiś gatunek na Ziemi. Co godzinę 7 z nich znika z powierzchni naszej planety. Nasza siła oddziaływania na ekosystemy ziemskie jest coraz większa. Zaśmiecamy Ziemię. Zatruwamy ją i eksploatujemy do granic obłędu. Na dokładkę podgrzewamy przyspieszając dramatycznie procesy zanikania ogromnej liczby rzadkich gatunków, głównie endemitów.

Edward Wilson napisał książkę “Pół Ziemi”. Tak. Tyle potrzebują w tej chwili gatunki inne niż zadufany w sobie Homo sapiens. Pół Ziemi dla jednego ekspansywnego gatunku, to i tak niezły kompromis. Uważam jednak, że ludzie powinni zajmować przynajmniej 1/8 albo 1/16 powierzchni planetarnej, tak by przedstawiciele fauny i flory mogły odbudować swoje populacje. Może wtedy mocno spowolnilibyśmy masowe wymieranie gatunków, do których wszyscy ludzie się przyczyniają. Jedynie bardzo nieliczne ludy tubylcze żyjące tylko z bogactw dziewiczej przyrody zostawiają najmniejszy ślad ekologiczny i węglowy. Niestety jest ich coraz mniej na Ziemi.

Cywilizacja rozszerza się w zawrotnym tempie zawłaszczając ostatnie skrawki pierwotnych siedlisk. Niszcząc je, niszczymy bioróżnorodność na Ziemi. Eksploatacja ekosystemów w końcu będzie miała swój kres. Bez przyrody Homo sapiens nie ma szans na przetrwanie. Im więcej gatunków ginie na Ziemi, tym szybciej zegar ekologiczny wskazuje, że w następnej kolejności będziemy my. Globalne ocieplenie tylko przyspiesza ten proces.

Niedługo gatunki będą wymierać masowo z powodu coraz wyższego wzrostu globalnej temperatury. Nie ominie to naszego gatunku jeśli koncepcji Wilsona nie weźmiemy poważnie pod uwagę. Nie jesteśmy sami na Ziemi. Oddychamy jak inne zwierzęta dzięki roślinom i glonom, a mimo to jesteśmy skłonni niszczyć rezerwuary bogate w tlen jak ekosystemy leśne czy planktonowe. Nie myślimy o tym, że dwutlenek węgla jest przez nie masowo pochłaniany, a mimo to nadwyżka tego gazu wraz z metanem czy podtlenkiem azotu są od co najmniej drugiej połowy XIX wieku intensywnie emitowane do atmosfery.

Wpływ destrukcyjnej działalności gospodarczej ludzi nabiera kolosalnych rozmiarów. Masowa eksploatacja ekosystemów w postaci łowiectwa i zbieractwa, rolnictwo, urbanizacja, synantropizacja gatunków, choroby, zanieczyszczenia i w końcu zmiana klimatu to wszystko ma coraz silniejszy wpływ na zmniejszanie się bioróżnorodności i kurczenie się ekosystemów. Fragmentacja ich prowadzi do tego, że wiele gatunków nie ma gdzie uciec. Wszędzie jest rozpasana cywilizacja Homo sapiens. Swoim demograficznym szaleństwem i rozmnażaniem się na potęgę zabieramy coraz więcej przestrzeni tym zwierzętom, roślinom, grzybom, glonom, które nie akceptują naszej obecności. Pisząc ten artykuł, mam świadomość, że na Ziemi zniknęło już kilka gatunków.

Na ogół wymieranie kojarzy się z dużymi zwierzętami czy roślinami, ale to tylko część prawdy. Wymierają też gatunki małe. Wiele z nich jest silnie uzależnionych od nisz ekologicznych, w których przebywają. Jeśli ich habitaty są nawet nieznacznie zaburzane przez wpływ działalności ludzkiej, np. przez brak jakiegoś składnika pokarmowego (u roślin pierwiastka chemicznego, a u zwierząt gatunku rośliny czy zwierzęcia), to odbija się to bardzo ujemnie na kondycji populacji danego gatunku czy nawet uderza to w całą biocenozę w danym ekosystemie czy biomie (skład gatunkowy roślin i zwierząt).

Efekt domino, czyli destabilizacji flor i faun nasili się gdy glob ziemski przekroczy temperaturę 2 stopni Celsjusza względem okresu preindustrialnego. W tej chwili co godzinę znika ok. 7 gatunków. Za 15-20 lat na cieplejszej Ziemi liczba ta nie tylko może podwoić się, a nawet potroić. Może też zadziałać funkcja wykładnicza wymierania gatunkowego. Coraz większe wylesianie i osuszanie obszarów bagiennych wraz z uporczywym kontynuowaniem spalania paliw kopalnych obok eksploatacji siedlisk przyrodniczych będzie tego niestety coraz potężniejszą przyczyną.

Dziś ludzie zamartwiają się zmianą klimatu. Właściwie martwią się tylko o siebie. O swój własny gatunek. Bo co kogo obchodzi szczurzynek koralowy, który wyginął tylko dlatego, że zbytnio podniósł się w jego habitacie poziom oceanu. To pierwsza ofiara zaznaczonego globalnego ocieplenia. Większość ginących roślin czy zwierząt to ofiary naszej zachłannej i zaborczej cywilizacji

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *