Droga do wysuszania świata

Interpretacja autorska

Przy obecnym scenariuszu emisji CO2 Business-as-Usual świat powoli wyjaławia się, ale mało kto to zauważa. Na razie proces trwa wyjątkowo wolno, ale trwa. W bardziej ustabilizowanym i mniej ekstremalnie zmieniającym się klimacie umiarkowanym, jak chociażby taki, w którym jest Polska, wielu ludzi naiwnie sobie myśli, że nic się złego nie dzieje z klimatem. Wyciągają swoje wnioski na podstawie obserwacji pogody (notorycznie myląc pogodę z klimatem), czyli tego co się dzieje wokół za oknem na dworze. Jest to pozór.

Mało ludzi zastanawia się, co się tak naprawdę dzieje w strefach klimatu zwrotnikowego i równikowego, a także na najwyższych szerokościach geograficznych, zwłaszcza w Arktyce, w tym na Grenlandii. A niektóre symptomy zmian klimatycznych są widoczne już od wielu lat. Np. Wysychające Jezioro Aralskie w Azji środkowej. Wysychające Jezioro Czad w Afryce środkowej. I wiele innych zbiorników i cieków wodnych na świecie.

Symulacja. Morze Aralskie od 2000 do 2014 roku. Jego wschodni płat kompletnie wyschnął we współczesnych czasach. Obraz pokazany przez satelitę Terra z NASA. Credit: NASA

Klimat od co najmniej dekady funduje nam procesy, które wywołują, z roku na rok w okresie wiosennym i letnim, ekstremalne wzrosty temperatur w obszarach subtropikalnych i śródziemnomorskich. Są one coraz bardziej niepokojące. Nagminnie występujące coraz częstsze okresy uciążliwych susz, upałów i pożarów są przeplatane coraz rzadszymi opadami deszczowymi. Na razie więcej w pogodzie obserwuje się intensywnych, ale krótkich ulew z gwałtownymi burzami. Zarówno występowanie długotrwałych susz, jak i zmasowanych ulew, odbija się oczywiście bardzo negatywnie na gospodarkach rolnych wszystkich krajów świata leżących w obszarach o charakterze stepowym i pustynnym.

Można zadać takie pytanie. Kiedy zacznie wysuszać się na tyle, że już po prostu nie będzie można nic uprawiać i nie będzie dostępu do źródeł wody pitnej.  W całych Indiach? W całej Australii? W całych Chinach? W całej Europie południowej? W całej zachodniej części USA i Kanady? Na Syberii w okolicach Jeziora Bajkał? W całej wschodniej Afryce? W całej wschodniej Azji? W całej Ameryce Południowej, zwłaszcza w Amazonii? W całej Środkowej Azji?

Z pewnością wszystko to nastąpi po całkowitym stopieniu się lodu arktycznego. Temperatura wówczas bardzo mocno przyśpieszy. Ciepło nie będzie wówczas kumulowane w lodzie Arktyki, ale pochłaniane jeszcze intensywniej przez oceany i emitowane do atmosfery. To w końcu wywoła efekt piorunującego domina by roztapiać lądolód Grenlandii w jeszcze szybszym tempie. Przy topnieniu tego potężnego obszaru lodowego wiele słodkiej wody trafi do Atlantyku i pobliskich mórz arktycznych. Co z kolei może przyczynić się do powstania stratyfikacji termicznej w Atlantyku mogącej przyczynić się do zaprzestania mieszania się wód powierzchniowych z głębinowymi oraz do zwolnienia lub nawet zatrzymania się Prądu Północnoatlantyckiego. Prądu, który bierze obecnie udział w procesie NADW (Północnoatlantyckie Wody Głębinowe) polegającym na zatapianiu wód po zwiększeniu zasolenia i ochłodzeniu się. A na ich miejsce napływa następna porcja ogromnej ilości ciepłych wód prosto od Prądu Zatokowego (Golfsztromu).

Dawniej sądzono, że spowolnienie lub zahamowanie tzw. cyrkulacji termohalinowej (solnego taśmociągu oceanicznego), czyli w sumie Prądu Zatokowego i Północnoatlantyckiego, według niektórych naukowców może doprowadzić do drastycznego ochłodzenia klimatu w regionie północnego Atlantyku. Sugerowali się oni tym, co wydarzyło się w Młodszym Dryasie 12,8-11,65 tys. lat temu, gdy wówczas istniejące Jezioro Agassiz masowo przebiło się z lądu, na obszarze dzisiejszej środkowej Kanady, do Zatoki Hudsona i do Atlantyku. Czy jest możliwy podobny scenariusz dzisiaj przy masowo topniejącym lądolodzie Grenlandii? Z pewnością tak. Ale należy wziąć pod uwagę, że w Młodszym Dryasie koncentracja CO2 wynosiła około 200 ppm, a dziś przekroczyła 400 ppm. Poza tym, nie ma dziś tak gigantycznego jeziora jak Agassiz w Ameryce Północnej. Ponadto w Młodszym Dryasie ocean nie był tak drastycznie szybko i niezbyt naturalnie ogrzewany jak dziś.

Procesy ogrzewania klimatu jeśli występowały pod koniec plejstocenu, to były one wielokrotnie słabsze od dzisiejszych. Oprócz tego podwodne klatraty metanu nie stanowiły w tamtym okresie zagrożenia, pod względem ocieplenia klimatu, jak dziś. Czy możemy mieć nadzieję, że dzisiejszy klimat zakończy swoje niemiłe niespodzianki w ocieplaniu naszej Ziemi? I, że nie dopuści do tego by uwolnić metan z wiecznej zmarzliny, z podwodnych klatratów i spod lądolodów Grenlandii i Antarktydy?

A co nas czeka naprawdę? Świat bez lodu na półkuli północnej ostatni raz miał miejsce 3,5 mln lat temu. Tyle, że wtedy, trend (w odniesieniu do całej ery kenozoicznej) był taki, że klimat powoli się cały czas ochładzał, aż do nadejścia plejstocenu. czyli okresu, w którym nastąpiły glacjały i interglacjały. A dziś mamy sytuację odwrotną. Trend jest ocieplający. Z chłodnego plejstocenu, przeplatanego jednak niektórymi interglacjałami cieplejszymi wielokrotnie od naszego holocenu, np. wurmem poprzez wspomniany holocen do dobrze nam znanego przemysłowego antropocenu, który ma swój początek według większości naukowców w drugiej połowie XVIII wieku.

Zaburzyliśmy maksymalnie procesy geologiczne, uruchamiając mechanizm przyśpieszający ocieplanie się naszej planety nie za pomocą Słońca, ale za pomocą gazów cieplarnianych antropogenicznego pochodzenia. I te procesy działają wielokrotnie szybciej od procesów wywołanych przez naszą gwiazdę. Jeszcze nie wiemy sami jak chcemy żyć i funkcjonować dzięki energii. Obecnie trwa wyścig z czasem, czy przejdziemy szybciej na odnawialne źródła energii rezygnując z brudnych paliw kopalnych, czy też pozostaniemy uzależnieni od tych drugich. Jeśli skarzemy siebie na dalsze 100 lat korzystania z brudnych technologii, w tym przypadku węglowych, gdyż ich jest najwięcej i starczą jeszcze do XXII wieku, to z pewnością przygotujmy się na niemiłą niespodziankę.

Na początek zafundujemy sobie powiększanie się powierzchni naszej planety wyjaławiającej się. Nie tylko obszary o charakterze pustynnym i stepowym jak dziś będą podatne na takie ekstremalne susze, upały i pożary, ale również wiele obszarów jeszcze dziś względnie uwilgotnionych (np. łąki, murawy, suche lasy, zakrzewienia i zarośla), które wcześniej nie miały tendencji do wysuszeń i odwodnień terenu. Wiele miast i wsi będzie podlegać stepowieniu i pustynnieniu. W upiornej gorączce, po prostu zacznie w nich brakować wody i żywności. Będą masowe awarie z elektrycznością spowodowane zakłóceniem lub wyłączeniem wielu elektrowni, a zwłaszcza wodnych. Lepiej nie mówić, co będzie się działo w ogólnym obrazie społeczeństwa, we wszystkich krajach świata, zaskoczonego gwałtownym ociepleniem się klimatu z winy przemysłu i energetyki opartej na węglu, ropie i gazie.

Procesy topnienia lądolodów mogą również przyśpieszyć, co się wiąże z zatopieniami nisko położonych wysp oceanicznych oraz nisko położonych wybrzeży i depresji. Początkowo będą jeszcze istnieć takie ekstremalne zjawiska jak powodzie czy masowe ulewy i burze, ale stopniowo globalny klimat, zwłaszcza pod koniec XXI wieku, będzie przechylał się ku stepowieniu i pustynnieniu. Bądźmy pewni, że gdy wypuścimy trzy metanowe puszki pandory: z wiecznej zmarzliny, z podwodnych klatratów i spod lądolodów Grenlandii i Antarktydy, to się stanie coś nieodwracalnego, że już nie będzie powrotu do dzisiejszych czasów.

Z pewnością, w zamęcie i chaosie spowodowanym przez katastrofalne i przyśpieszone zmiany klimatyczne, zacznie się po prostu walka o przetrwanie wielu gatunków na Ziemi, w tym naszego. Zasoby wód pitnych będą kurczyć się do totalnego minimum. W wielu rejonach naszej planety, może już nie być miejsc z ich rezerwuarami. Podobny los czeka ekosystemy, które po prostu masowo będą wymierać uszczuplając bioróżnorodność i zakłócając względną równowagę pomiędzy roślinożercami a drapieżnikami. Zasięgi geograficzne ogromnej liczby gatunków roślin, zwierząt, w tym naszego radykalnie będą przesuwać się na północ ku jak najwyższym szerokościom geograficznym wypełniając być może puste nisze ekologiczne po prawdopodobnym wyginięciu zimnolubnych gatunków, także ludzi przystosowanych niegdyś do surowych, zimowych warunków.

Gigantyczne nakręcanie się ciepła, spowodowane przez piekło metanowe, przyczyni się do gwałtownego wymierania nieprzystosowanych osobników. Ten sam los czeka ogromne rzesze ludzi. Baza pokarmowa, zarówno roślin i zwierząt, jak i ludzi (tu: uprawy rolne) praktycznie będzie przestawała istnieć, gdyż gleby intensywnie wypalane przez Słońce i wszystkie gazy cieplarniane (być może dwutlenek węgla w koncentracji zmniejszy swój stosunek proporcjonalny do metanu) będą radykalnie jałowieć i przestawać nadawać się do życia. Już nawet nie będzie ekstremalnych ulew, burz i powodzi oraz huraganów niosących z sobą wilgotne, ale niestety nagrzane powietrze. Na świecie będą pewnie szaleć żywioły, ale bardzo gorące i suche, jak hiper-tornada, hiper-trąby powietrzne, a na ocenach hiper-huragany, niestety bardzo gorące i niosące z sobą niewiele orzeźwiającego powietrza, pozbawionego praktycznie wilgoci, na tyle aby schłodzić regiony wybrzeży oceanicznych, które są intensywnie atakowane przez nie. To będzie niestety tragiczny apokaliptyczny czas, a w oceanach i na lądach będzie trwało masowe wymieranie gatunków wraz z naszym.

http://www.climatecentral.org/news/drought-drains-aral-sea-18123

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *