Z dekady na dekadę jest coraz gorzej

Ile nam zostało czasu. Wielka niepewność. Koncentracja dwutlenku węgla nieubłaganie rośnie w górę, a temperatura globu naszego waha się nieznacznie, ale tylko na powierzchni Ziemi. I wysoko w atmosferze.

Energia cieplna oceanów też się waha dzięki cyrkulacjom oceanicznym jak lepiej znane dla wielu z nas ENSO (Południowopacyficzna Oscylacja) działające nieregularnie w odstępie cyklicznym kilkuletnim (El Nino, gdzie ciepło z oceanu trafia do atmosfery i La Nina, gdzie ciepło trafia z atmosfery do oceanu) i mniej znane dla wielu z nas PDO (Wielodekadalna Oscylacja Pacyficzna) działające też nieregularnie w odstępie cyklicznym średnio co 20-30-40 lat. W tej chwili mamy fazę bardzo słabego ciepłego El Nino, które już praktycznie kończy się oraz od co najmniej 8-9 lat fazę chłodnego PDO.

93 % energii cieplnej trafia do oceanów. I to one rozdadzą karty w nakręcaniu globalnego ocieplenia już w niedalekiej przyszłości. Im szybciej zdekarbonizujemy się, tym mniejsze będzie oddziaływanie oceanów. Gorzej jak będziemy kontynuować scenariusz spalania paliw kopalnych i wylesiania – business as usual.

3 % energii cieplnej pochłaniają biosfera i gleby. 3 % – lądolody Grenlandii i Antarktydy, które coraz silniej roztapiają się. I tylko 1 % pochłania atmosfera, a ściślej troposfera.

W każdym razie w całym systemie klimatycznym energia cieplna cały czas rośnie. To znaczy, że więcej jej przychodzi do układu ziemskiego, a mniej jej wychodzi. Przyczyną jest rosnąca koncentracja gazów cieplarnianych, w sumie wynosząca 563 ppm. Największa jest dwutlenku węgla wynosząca 411 ppm. Świat się dzięki temu coraz silniej ogrzewa.

Jeszcze kilka lat temu nie było tak nerwowo jak jest dziś. Owszem już w ostatniej dekadzie XX wieku doszło po raz pierwszy do spektakularnego wymierania rafy koralowej w 1998 r. podczas bardzo silnego El Nino. W pierwszej dekadzie naszego wieku były też spektakularne tąpnięcia jak mordercze fale upałów, jak np. w Zachodniej Europie 2003, w Rosji 2010. Także były w Indiach. Również dało o sobie znać całkowite stopnienie lodowców górskich, np. Chacatalya w Boliwii w 2008 r., rekordowe topnienie lodu morskiego w Arktyce w 2007 r., stepowienie Amazonii w 2005 r. Wojna w Syrii spowodowała w 2006 r. pierwsze migracje klimatyczne, których fala pojawiła się później w następnych latach. Na początku naszej drugiej dekady dały o sobie znać pożary na Syberii, w Kanadzie, pierwsze sygnały rozmarzania wieloletniej zmarzliny. Od 2014 r. po raz pierwszy dotychczas odporny lód morski w Antarktyce, który zamarzał latem, zaczął do dziś rozmarzać, tracić swój zasięg. Obecna dekada przyniosła wyraźny spadek liczby gatunków, a także pierwszą zanotowaną ofiarę globalnego ocieplenia jak australijski gryzoń szczurzynek koralowy.

W naszej dekadzie po raz pierwszy pojawiły się zaznaczone w badaniach naukowych migracje gatunków w stronę biegunów i wyżej położonych szczytów górskich. A także zostało udokumentowane przesuwanie się stref klimatycznych.

Z dekady na dekadę jest coraz gorzej. Świat się coraz bardziej ociepla. 3 lata temu anomalia temperatury względem okresu preindustrialnego wynosiła 1,1 stopnia Celsjusza. Od lat 50-tych XX w. nasza planeta ociepliła się o prawie 0,5-0,6 stopnia Celsjusza. Mamy na razie szczęście, że ciepło, które dostaje się do naszego układu klimatycznego nierównomiernie ogrzewa atmosferę. Dlatego nawet gdyby na całej Ziemi było wyjątkowo chłodno, to i tak nie odwołamy globalnego ocieplenia, bo wspomniana energia cieplna intensywnie jest pochłaniana przez inne zbiorniki systemu klimatycznego. W dużym stopniu jest pochłaniana przez lądolody Grenlandii i Antarktydy, lodowce górskie oraz wieloletnią zmarzlinę.

Jeszcze duże znaczenie ma czynnik antropogeniczny. Aerozole siarczanowe z naszej industrialnej cywilizacji, zwłaszcza w rejonie Chin i Indii, w dużym zakresie przyczyniają się do powstawania większej liczby chmur i ochłodzenia klimatu. Niestety te chmury, pomimo rosnącej dużej zawartości pary wodnej, też silnego gazu cieplarnianego będącego sprzężeniem zwrotnym dla głównego gazu dwutlenku węgla, przynoszą z sobą wyjątkowo bardzo mało deszczów na Ziemi. Tak jest chociażby w Polsce.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *