Zimna plama na północnym Atlantyku u wybrzeży południowej Grenlandii i zimna półkula południowa na południowym Pacyfiku i Oceanie Południowym

Topniejąca Grenlandia niepokoi naukowców od dawna. Jeszcze nie tak dawno spekulowano, że wysłodzona woda z lądolodów niniejszej wyspy zmrozi północny Atlantyk do tego stopnia, że pomimo globalnego ocieplenia nadejdzie ochłodzenie podobne do tego jakie panowało przez około tysiąc lat 12 tysięcy lat temu w Młodszym Dryasie pod koniec plejstocenu.

To była niezła pożywka dla negacjonistów klimatycznych. Ci jednak zapominają się o tym, że energia cieplna nie zanika. Przemieściłaby się po prostu na południe, ku Antarktydzie. Ta hipoteza jednak raczej nie sprawdzi się. Globalne ocieplenie postępuje zbyt szybko i jest zdecydowana różnica pomiędzy koncentracją dwutlenku węgla i wzrostem temperatury globalnej 12 tys. lat temu, a dzisiaj.

W obecnym roku swoją nową pracę opublikował James Hansen, 2016 w czasopiśmie „Atmospheric Chemistry and Physics” na temat tego, jeśli prądy: Zatokowy i Północnoatlantycki spowolniłyby znacząco lub nawet zatrzymały się, to energia cieplna, która płynęła w wodach Atlantyku ku biegunowi północnemu i Europie zaczęłaby przenosić się drogą powietrzną w postaci orkanów. Analogii tej uczony doszukał się 120 tys. lat temu gdy gigantyczne sztormy wyrzuciły ogromne głazy przez fale na wybrzeża Bahamów na dość dużą wysokość nad poziomem morza. I takie ślady geologicznej przeszłości z eemu (poprzedniego interglacjału) właśnie znaleziono tam na tych wyspach.

W poniższym artykule nie ma jednak mowy o przenoszeniu energii cieplnej na południe czy na północ, ale o stratyfikacji (rozwarstwieniu termicznemu) północnego Atlantyku spowodowanej przez dopływ zimnej słodkiej wody z topniejących lodowców Grenlandii. Skutkowałoby to odcięciem dopływu zimnych natlenionych wód w głębiny, co przyczyniłoby się właśnie do ochłodzenia rejonu wokół południowej Grenlandii i w głębinach północnego Atlantyku mogłoby zagrozić nagromadzeniem się beztlenowych bakterii siarkowych.

Rysunek. Liniowy trend wzrostu temperatury w okresie 1900-2013. Na tle ogarniającego całą kulę ziemską ocieplenia, ochłodzenie subpolarnego Północnego Atlantyku jest szczególne wyraźne i dobrze udokumentowane licznymi pomiarami – w odróżnieniu od niewielkiego obszaru w Afryce Północnej, który uważa się za artefakt niekompletnych i niejednorodnych danych pomiarowych ze stacji meteorologicznych. (źródło)

Do takiego wniosku w 2015 r. doszli naukowcy tacy jak Stefan Rahmstorf i Jason Box, 2015. Gdyż ich zdaniem AMOC (Atlantycka Południkowa Cyrkulacja Wymienna) wyraźnie spowalnia. A poziom wód północnego Atlantyku wokół wybrzeży północno-wschodnich USA dzięki temu podnosi się, co jest ewenementem na półkuli północnej. Gdyż to właśnie obecnie na znacznie chłodniejszej półkuli południowej poziom wód południowego Pacyfiku w Oceanii najsilniej podnosi się na Ziemi. Dlatego też takie małe wyspy-państwa jak Vanuatu, Tuvalu, Kiribati, Nauru czy Wyspy Salomona już stopniowo ewakuują się na wyżej położone wyspy innych państw czy na lądy kontynentalne.

Ochłodzenie wód (wysokie pływy na półkuli południowej) i atmosfery wokół tych wód jest tak samo groźne jak ocieplenie wód (pod wpływem rozszerzalności termicznej na półkuli północnej) i atmosfery wokół tych wód. Najgroźniejsze na naszej planecie jednak jest topnienie lądolodów, zarówno Antarktydy, jak i Grenlandii spowodowane oczywiście przez rosnącą akumulację energii cieplnej skutecznie blokowanej przez rosnącą koncentrację gazów cieplarnianych, zwłaszcza dwutlenku węgla oraz prawdopodobnie przez zwiększanie się liczby chmur wysokich (pierzastych) wysoko w atmosferze (w górnej troposferze).

http://ziemianarozdrozu.pl/artykul/3472/chlodna-plama-na-atlantyku

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *