Schłodzenie atmosfery Ziemi: silna La Nina lub wulkan o mocy Pinatubo

Gdybyśmy w 2020 r. mieli bardzo silną La Nina jak w 2011 r. to świat mógłby się nawet ochłodzić do poziomu z 2014 r., a to sprawiłoby, że Jet Stream mógłby regularnie szybciej płynąć i nie blokowałby atlantyckiej cyrkulacji zachodniej. No i może Europę i inne rejony świata by regularnie nawiedziły wtedy deszcze. Trend jednak jest taki, że z dekady na dekadę może być tych umiarkowanych i długotrwałych deszczów coraz mniej.

Od wybuchu wulkanu Pinatubo minęło 28 lat. Tak znaczącej erupcji wulkanicznej by ochłodzić świat na rok, dwa, jeszcze nie było. Gdyby do niej doszło to kto wie jakby to wpłynęło na układ pogodowy. Czy świat też schłodziłby się do poziomu z 2014 r..? Trudno powiedzieć. Czy spowolniłoby to topnienie lodu w Arktyce, na Grenlandii i w Antarktyce oraz wysoko w górach jak Himalaje, Alpy, Andy czy Góry Skaliste? Też trudno powiedzieć. Wiadomo, że aerozole siarczanowe z wulkanu, który by wybuchł zaczęłyby intensywnie odbijać promienie słoneczne w kosmos. Ziemia na rok, dwa może trzy, cztery lata uległaby ochłodzeniu, dopóty aerozole nie rozproszyłyby się lub zostały zmyte przez deszcze. Możliwe, że wpłynęłoby to na zmniejszenie zdarzeń ekstremalnych jakie dziś mamy w świecie, takie jak z jednej strony uciążliwe susze, upały i pożary, a z drugiej strony bardzo silne huragany, nawalne opady deszczu czy powodzie. Możliwe, że te incydenty zmniejszyłyby siłę oddziaływania w atmosferze.
Co z oceanami w takim razie? Dobrze, że te największe zbiorniki klimatyczne na Ziemi mające bardzo wysoką pojemność cieplną nagrzewają się bardzo powoli. Kiedy atmosfera solidnie wychładza się a powierzchnia Ziemi uzyskuje niższą temperaturę nad lądami i oceanami, to musimy liczyć się z tym, że energia cieplna od Słońca w zakresie światła widzialnego zamieniana potem w energię termiczną od Ziemi w zakresie podczerwieni i skutecznie blokowana przez rosnącą koncentrację gazów cieplarnianych w atmosferze musi gdzieś mieć ujście. Z reguły albo zostaje jej więcej w atmosferze albo jest jej więcej pochłanianej przez gleby i roślinność, lądolody i lodowce, a przede wszystkim przez oceany i morza. Gdyby powrócił stan atmosfery z 2014 r. albo jeszcze wcześniejszy z lat 2011-2014 możliwe, że mielibyśmy z powrotem zimy długotrwale śnieżne, a lata względnie przeplatane naprzemiennie raz deszczami a raz Słońcem tak jak to bywało jeszcze 30-40 lat temu dość regularnie. Oczywiście musiałby wtedy polarny prąd strumieniowy, czyli Jet Stream płynąć wartko i dość szybko nie meandrując i przede wszystkim nie dokonując blokady wilgotnej atlantyckiej cyrkulacji zachodniej. Czy jest jeszcze możliwy taki stan pogodowy? Jak zostało to wspomniane wyżej na podstawie wystąpienia bardzo silnej La Nina czy też bardzo silnej erupcji wulkanicznej o mocy Pinatubo, to jest możliwe, ale wtedy energia cieplna i tak w dużym zakresie, w przypadku La Nina trafiłaby w głębiny oceanów, a w przypadku wulkanu zostałaby odbita w kosmos przez aerozole siarczanowe wydobywające się z tegoż wulkanu.
Tak więc, i tak marna to pociecha bo oceany cały czas się nagrzewają. Wolniej czy szybciej, ale nagrzewają się. A atmosfera raz może być chłodniejsza a raz cieplejsza. Trend jednak z dekady na dekadę jest wyraźny, że cały czas temperatura w niej rośnie. Przybywa też pary wodnej. Nagrzewająca się atmosfera sprawia, że chmury tworzą się na coraz wyższych wysokościach w powietrzu i w kierunku biegunów. Jednak ten trend w którymś roku może zostać odwrócony gdyby pojawiła się bardzo silna La Nina jak z 1999-2000 r. gdy świat z 1998 r. gdy było najsilniejsze w XX w. El Nino ochłodził się aż o 0,22 st.C. albo gdyby nastąpiła erupcja wulkaniczna o mocy Pinatubo gdy świat byłby ochłodzony o 0,18-0,2 st.C. Oczywiście mogą wystąpić też takie lata gdy podczas El Nino wybuchłby wulkan o mocy Pinatubo, El Chicon czy Agung, to wtedy byłby spadek globalnej temperatury o ok. 0,1 st.C, albo jednocześnie nastąpiłby wybuch tegoż wulkanu i wystąpiłaby oscylacja ENSO La Nina jak z 1999 r., no to wtedy Ziemia mogłaby się schłodzić nawet o 0,3 st.C. A więc, mogłaby osiągnąć stan nawet jak przed 2014 r.
Czy tak będzie? Zobaczymy. W każdym razie cały czas igramy z losem. A nawet jeśli udałoby się jeszcze raz schłodzenie Ziemi, to nie liczmy na to, że nam się będzie wciąż udawało. Niestety glob ziemski gdy będzie się nagrzewał coraz bardziej do stanu pogody z 2014 r. czy przed nim, możemy już nigdy nie powrócić. Oby tak się nie stało.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *