Metanowe zagrożenie

(artykuł z 6 sierpnia 2018 r.; modyfikacja 20 marca 2019 r.)
 
To jest najgorszy koszmar klimatologów. Niektórzy widzą zagrożenie pod koniec wieku. Niektórzy za kilka dekad, a są też tacy, którzy widzą je już za kilka lat, a nawet jutro.
Jedno jest pewne nie należy lekceważyć zagrożenia. A kiedy ono nadejdzie wszystko zależy od wielkości emisji węgla do atmosfery (gigatony węgla – GtC) i czynników sprawczych doprowadzających do ocieplania i rozmarzania podmorskiej zmarzliny oraz uwalniania z hydratów metanu i ulatniania jego ku powierzchni mórz syberyjskich i do atmosfery.

 
Badania te od lat przeprowadzają rosyjscy naukowcy Natalia Shakova i Igor Semiletov. Prognozy są bardzo niepokojące. Są coraz większe emisje metanu podmorskiego na szelfie syberyjskim Morza Wschodniosyberyjskiego.
 
Klimatolodzy tacy jak dyrektor NASA Gavin Schmidt czy też David Archer z University of Chicago badający klimat Arktyki twierdzą, że problem jest, ale nie nastąpi tak prędko. Jego zdaniem ogromne pokłady metanu podmorskiego nie zaczną uwalniać się już teraz, ale po przekroczeniu 3 st.C,. W zupełnie odmiennym katastroficznym tonie twierdzi brytyjski wieloletni badacz Arktyki Peter Wadhams. Według niego problem jest na tyle poważny, że do katastrofy klimatycznego może dojść już teraz nawet przy ociepleniu 1 st.C.
 
Jednak prawda jest po stronie Schmidta i Archera. Nie można z góry wieszczyć, że to się stanie teraz czy nawet w ciągu 5 lat, ale nie można wykluczyć takiego ponurego scenariusza wydarzeń za kilkadziesiąt lat czy może dopiero gdzieś pod koniec obecnego wieku. Śpimy na bombie metanowej. To prawda, ale ona teraz nie wybuchnie.
 
Może jednak nawet roztopienie całkowite latem lodu arktycznego nie wpłynie na to, że będziemy mieli do czynienia z apokalipsą klimatyczną. Nie wiadomo. Jednak trzeba być ostrożnym. Naukowcy powinni bardziej szczegółowo zbadać rejony morskie, w których pojawiają się bąble na ich powierzchni oznaczające, że stamtąd wydobywa się z dna morskiego metan mający potencjał geotermalny (GWP) 28 razy silniejszy niż dwutlenek węgla.
 
W tej chwili atmosfera Ziemi zawiera około 1,8 ppm metanu. To bardzo dużo. Załóżmy (choć to jest nierealne jeszcze), gdyby nagle ilość 1500 GtCH4 (5,5 Gt metanu ma sama atmosfera) 50 GtCH4 z podmorskich hydratów trafiła do atmosfery świat ogrzałby się o dodatkowe 1,6 stopnia Celsjusza. A więc, świat nagrzałby się do 2,7 stopnia Celsjusza. A to oznaczałoby istną hekatombę życia na Ziemi. Jest to niewyobrażalne, ale skutki byłyby dla życia biologicznego fatalne. Rozpocząłby się wówczas naprawdę okres wielkiego wymierania i to w bardzo krótkiej skali życiowej.
 
To nam jednak teraz nie grozi. Tak twierdzi większość zawodowych klimatologów. Oceany nie są tak mocno nagrzane, chociaż procesy destabilizacji hydratów metanu postępują w taki sposób, że na dnie mórz syberyjskich rośnie temperatura i spada ciśnienie. Jednak na tyle wolno, że nie grozi nam to jeszcze metanową hekatombą.
 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *